wtorek, 6 sierpnia 2013

Harry Styles - SZCZĘŚLIWE DNI ( cz. 2 ) .

Harry Styles  -  SZCZĘŚLIWE DNI  ( cz. 2 ) .



Zawsze byłem bardzo blisko z mamą. Jestem takim synkiem mamusi. Mam też bardzo bliski kontakt z moim tatą Desem. Bardzo wspiera mnie we wszystkim, co robię. Myślę, że pod wieloma względami jesteśmy do siebie całkiem podobni.

Moje stosunki z siostrą też generalnie układają się dobrze. Wiem, że w wielu rodzeństwach bywają kłótnie i my też mieliśmy takie okresy w trakcie dorastania, ale dużo ze sobą przebywaliśmy. siostra jeździła nawet ze mną podczas części trasy koncertowej.

Popełniłem w swoim czasie trochę błędów stylistycznych i, niestety, zachowała się dokumentacja fotograficzna w tym względzie! Z upływem lat moje włosy bardzo się zmieniały. Zaczęło się od całkiem białych loczków, gdy się urodziłem. Potem włosy mi pociemniały i wyprostowały się, a w końcu zaczęły się kręcić, gdy miałem ze 12 lat. Przechodziły więc kilka faz. Najgorzej było chyba, gdy miałem zrobionych kilka jasnych pasemek w wieku około ośmiu lat. Wyglądałem jak jakiś chav. Uważałem, że prezentuję się absolutnie cool, kiedy szedłem następnego dnia do szkoły, ale z perspektywy czasu oceniam, ze musiałem wyglądać jak drobny cwaniaczek. Praktycznie nie rozstawałem się z dresem i interesowało mnie tylko, żeby pojeździć na rowerze, więc w sumie to pasowało do mojego wizerunku.

 
                                                                        Z tarantulą !!

 
 
                                               W wieku 6 lat podczas wakacji na Florydzie.


Podobało mi się w szkole średniej i ostro tam pracowałem, chociaż też wesoło się bawiłem. W życiu najważniejsza jest równowaga. Dużo grałem w tamtych latach w badmintona. Mój tata jest naprawdę dobry w badmintona, więc złapałem to od niego. Zawsze kręciła mnie też rywalizacja, więc podobało mi się, że to nie jest taka oczywista dyscyplina sportu, do której wszyscy się garną, a poza tym potrzeba sporych kwalifikacji, żeby ją uprawiać. Lubię robić rzeczy które wymagają umiejętności, i uwielbiam wszystko, co stanowi jakieś wyzwanie.




Pod koniec ósmego roku w szkole zaprzyjaźniłem się z pewnym chłopakiem o imieniu Will. Staliśmy się jak bracia, mieliśmy takie samo poczucie humoru i od samego początku świetnie się dogadywaliśmy. Razem ze swoim kolegą Haydenem Will miał wielka ochotę założyć zespół. Zaczął wtedy właśnie grać na basie chłopak, który nazywał się Nick, więc i on się przyłączył. Wszyscy chcieli wystartować w szkolnym konkursie zespołów młodzieżowych, ale brakowało im wokalisty i poprosili, żebym spróbował.

To był dla mnie trochę szok, bo wcześniej śpiewałem tylko sam dla siebie pod prysznicem albo w samochodzie. Wiedziałem, że umiem utrzymać melodię, ale nie miałem pojęcia, jak to wypadnie. Jednak zawsze zastanawiałem się, jakby to było być w zespole, więc zacząłem robić z nimi próby. Często śpiewaliśmy Summer of 69 Bryana Adamsa i Be My Girl grupy Jet, więc postanowiliśmy wykonać je w konkursie.

Byliśmy gotowi wystartować i zaczęliśmy już wypełniać formularz zgłoszeniowy, ale nie mieliśmy nazwy dla siebie i nic nie przychodziło nam do głowy. Ciągnęło się to tak aż do dnia przed występem i w końcu musieliśmy coś napisać. Zdecydowaliśmy się pójść na żywioł i wziąć coś przypadkowego. Zaproponowałem Białego Eskimosa. Nie wpadliśmy na nic lepszego, więc wpisaliśmy taką nazwę i od tamtej pory tak się nazywaliśmy.

Konkurs odbywał się w szkolnej stołówce. Postanowiliśmy się ubrać wszyscy podobnie w białe koszule i czarne krawaty. Wydawało nam się wtedy, że wyglądamy całkiem w porządku. Gdy śpiewaliśmy Summer of 69, wszyscy nasi znajomi stali z przodu pod sceną, a potem podeszła do mnie jedna dziewczyna i zapytała: "A skąd to jest?" Wybrano trzech finalistów, w tym nas, i mieliśmy śpiewać jeszcze raz. Wreszcie wygraliśmy w tym konkursie. Fantastyczna sprawa. Po tym sukcesie postanowiliśmy zabrać się do wszystkiego poważniej w sensie prób.

Zespół zmienił się nieco po konkursie, bo dostaliśmy nowego basistę, a także gitarzystę Jacoba. Ćwiczyliśmy w każdą środę po szkole w domu u Willa. A potem przyszedł nasz pierwszy występ.

Pewna dziewczyna w mojej szkole powiedziała, ze jej mama bierze ślub i chce, żebyśmy na nim zagrali. Przez pierwsze dwa dni robiliśmy solidne próby. Przygotowaliśmy zestaw 25 piosenek, które wybrali nowożeńcy, i wszystkiego tego się nauczyliśmy. Pożyczyliśmy nagłośnienie od mojego ojczyma, przyjechaliśmy, rozstawiliśmy sprzęt i wszystko wypadło naprawdę nieźle. Poczuliśmy się jak prawdziwy zespół. Wykonywaliśmy sporo piosenek Boba Marleya, trochę kawałków akustycznych i zaśpiewałem też Alleluję.

Wśród gości weselnych znalazł się producent muzyczny. Podszedł do nas, pogadał i pochwalił, że jesteśmy naprawdę dobrzy. Powiedział także, że przypominam mu Micka Jaggera, co oczywiście ogromnie mi się spodobało.

Otrzymaliśmy 160 funtów za występ, czyli wyszło po 40 na każdego. Dostaliśmy też darmowe kanapki. Czego jeszcze można chcieć? Coraz więcej potem ćwiczyliśmy. Mama Willa jest prezenterką radiową i telewizyjną, nazywa się Yvette Fielding. Bardzo nas wspierała, udzielając rad i pomagając we wszystkim. Teraz już całkiem serio myśleliśmy o rozwoju zespołu i staraniach o kontrakt płytowy czy coś podobnego.

Zawsze zastanawiałem się nad startem w X Factorze, a oglądanie w 2009 roku Eoghana Quigga i Lloyda Danielsa - czyli chłopaków w moim wieku - tylko to spotęgowało. Myślę też, ze występy z zespołem przed publicznością zrobiły mi większy apetyt na granie. Uwielbiałem być na scenie i chciałem mieć jak najwięcej okazji do tego.


 
 

Nie wiedziałem jednak, czy się naprawdę nadaję, i miałem wielką tremę przed faktycznym zrobieniem tego kroku i zgłoszeniem się do konkursu, więc w końcu to moja mama wypełniła formularz zgłoszeniowy i wysłała go za mnie. Jestem jej ogromnie wdzięczny za to. Często nachodzą mnie takie momenty, kiedy myślę: "Co by było, gdyby tego nie zrobiła?" albo "Gdyby to czy tamto nie zaszło?" Zdarzyło się to też przedwczoraj, kiedy siedzieliśmy wszyscy i czytaliśmy artykuł na nasz temat. Nagle uderzyło mnie to, że gdybym nie wystartował w X Factorze, wciąż byłbym w szkole. A zamiast tego podróżuję po całym kraju - i po innych krajach - z czwórką najlepszych przyjaciół i przeżywamy właśnie najfantastyczniejszy czas, jaki można sobie wyobrazić.

2 komentarze: