piątek, 4 października 2013

Liam Payne - Następny Krok ( cz. 1 )

Liam Payne  -  Następny Krok  ( cz. 1 )

Drugie podejście do X Factora było dla mnie szalenie obciążając, bo teraz chciałem bardziej niż kiedykolwiek, żeby mi się udało. Niektórzy przyjaciele i część rodziny trochę się nawet obawiała tego startu, na wypadek gdybym znowu miał odpaść, ale wiedziałem, ze muszę spróbować. Desperacko pragnąłem usłyszeć "tak" od Simona i pokazać, jak wielki krok do przodu zrobiłem od występu w poprzedniej edycji programu. Byłem dojrzalszy od tamtego czasu.

Wspaniale było wyjść z castingów do eliminacji, ale załamałem się, kiedy okazało się, że nie przechodzę do Domu Jurorów. Myślałem, że wszystko się już skończyło. Byłem zdruzgotany. Dlatego otrzymanie drugiej szansy jaką nam dano, zupełnie mnie zamurowało. Jako jedyny z chłopaków musiałem zastanawiać się, czy to dobry pomysł, by stworzyć zespół. Tak długo działałem jako artysta solowy, ze nie potrafiłem wyobrazić sobie innej pracy, ale natychmiast gdy zdecydowałem się na to, przekonałem się, że to był słuszny wybór.

Przed przyjazdem do domu ojczyma Harry'ego, miałem straszną tremę, bo oczywiście żaden z naszej piątki wcześniej się nie znał, więc to nagłe związanie nas razem i konieczność szybkiego poznania się trochę nas przerażały. Poza tym znacznie różnimy się od siebie, tak że od czasu do czasu były spięcia. Miałem mnóstwo przyjaciół w szkole, ale nie byli tacy przebojowi. Louis to prawdziwy pistolet i z początku trochę się go obawiałem. Ma wielki wpływ na wszystkich w zespole, bo jest najstarszy i ma zmysł lidera. Zajmuje się więc mailami i telefonami od menadżera. Ja jestem bardziej od strony twórczej. Myślę, że każdy z nas chciał przewodzić w trochę inny sposób, co oznaczało, że dłużej musieliśmy się docierać. Ale teraz świetnie się dogadujemy. Gdy tylko wszystko postawiliśmy jasno, coś zaiskrzyło między nami i staliśmy się naprawdę bliskimi kumplami.

Znakomicie bawiliśmy się w tamtym tygodniu. Mieszkaliśmy w domku letniskowym i całe dnie spędzaliśmy w basenie albo przed telewizorem. Mówiliśmy sobie, że robimy próby, ale tak naprawdę trudno powiedzieć co robiliśmy. Siadaliśmy razem, śpiewaliśmy coś, co wydawało nam się aranżacją  na głosy, biorąc różne piosenki, ale w rzeczywistości ten tydzień poszedł najbardziej na to, żebyśmy się do siebie nawzajem przyzwyczaili.

Bardzo zmieniliśmy się od tych dni spędzonych w domu Harry'ego. W pewnym sensie dorastamy przy sobie, a ponieważ dużo przebywałem z Niallem, podłapałem od niego irlandzki akcent, nawet tego nie zauważając.


 

Wyjazd do Domu Jurorów w Hiszpanii był dla nas kolejnym etapem nauki, bo musieliśmy się poznać jeszcze lepiej. Stawaliśmy na głowie i robiliśmy wszystko na ful, żeby przejść dalej. Z perspektywy czasu ten tydzień przemknął błyskawicznie, a działo się tak dużo, że z trudem przypominam sobie wszystko, co robiliśmy, ale pamiętam, że w drodze powrotnej czuliśmy się niewiarygodnie.

Każdy z nas zwrócił na krótko do siebie przed wyprowadzeniem się do domu uczestników. A potem trzeba było znowu wyruszać. Pamiętam, jak tata spojrzał na mnie i powiedział: "Cokolwiek się będzie działo, nie wracaj przed Bożym Narodzeniem". Chciał, żebyśmy doszli do samego końca.

Dziwnie było się pakować i wyjeżdżać z domu ze świadomością, że potencjalnie mogę tu nie wrócić przez kilka miesięcy albo nawet dłużej. Ponadto wielu uczestników, z którymi mieliśmy mieszkać w domu, było dla nas wciąż anonimowych, co oznaczało, że będę przebywać i pracować w otoczeniu  nieznanych sobie ludzi.

Już na samo mieszkanie we wspólnym pokoju z chłopakami było dla mnie trochę szokiem. Pokoik był malutki, a spędzaliśmy w nim całe dnie. Każdy z nas miał jakiś sposób na wygospodarowanie trochę prywatnego czasu dla siebie i to było bardzo ważne. Ja po powrocie wieczorem szedłem prosto do łóżka, ale oni zazwyczaj kręcili się dużo dłużej, więc warczałem na nich, że mnie budzą. Ale szczerze mogę powiedzieć, że nigdy nie spotkałem czwórki ciężej pracujących gości. Nie było niczego, czemu byśmy odmówili. Ile razy proszono nas o nakręcenie zdjęć, o wywiad czy cokolwiek innego, nigdy nie mówiliśmy "nie", bo byliśmy zdeterminowani.


 
 
 
 



Ciekawe jest mieszkać w domu pełnym ludzi, ale, jak mówiłem, z początku byli obcy, więc trzeba było zapoznać się z mnóstwem osób. Oprócz chłopaków najlepiej dogadywałem się z Rebeką ( Ferguson ) i Mattem ( Cardle ). Nadal utrzymuję z nimi dobry kontakt.

_____________________________________________________________
Przepraszam, że dopiero teraz. Ale szkoła itd.
Specjalne "przepraszam" dla Alicji <3 ( postaram się w miarę systematyczniej dodawać, kochana ;** )

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Liam Payne - BIEGNIJ DALEJ ( cz. 2 ) .

Liam Payne  -  BIEGNIJ DALEJ  ( cz. 2 ) .

Mam dwie starsze siostry: Nicolę i Ruth. Zawsze dogadywałem się z Ruth, gdy dorastaliśmy, ale Nicola - pewnie dlatego, że jest najstarsza i zwykle gdy rodzice wychodzili, miała nas pilnować - była dla mnie jakby przełożoną i niekiedy się sprzeczaliśmy. Z Ruth łączy nas wspólne upodobanie do śpiewu oraz to, że za bardzo nie pijemy ani nic podobnego, podczas gdy Nicola jest bardziej rozrywkowa.

W dziewiątym roku nauki* zapisałem się do szkolnego chóru. Bardzo dużo występowaliśmy przed publicznością, co pomogło mi się do tego przyzwyczaić. Ustanowiliśmy rekord świata, gdy połączyliśmy się z mnóstwem innych szkół, śpiewając jedną piosenkę unisono. Była to ścieżka Billa Withersa Learn on Me - wielka frajda dla mnie, bo dostałem jedną z partii solowych.

-* W Anglii ludzie często posługują się terminem "roku nauki" ( odpowiednik klasy ), który odnosi się do całego okresu nauki szkolnej. "Szkoła wstępna" obejmuję zerówkę i lata ( klasy ) 1-2, podstawówka lata 3-6, średnia lata 7-13. Uczeń dziewiątego roku to zwykle 13-latek-

Oprócz śpiewu lubiłem fizykę z chemią, i oczywiście w-f. Rodzice sugerowali nawet, ze może zostałbym wuefistą. Strasznie kręciła mnie piłka i kopałem w nią na każdej obiadowej przerwie bez względu na to, czy świeciło słońce czy padał deszcz. Chodziłem też oglądać mecze West Bromwich Albion. Pamiętam, jak wybiegliśmy na murawę po wejściu naszej drużyny do premier league. To był wspaniały moment.

Oceniając po zdjęciach z różnych lat, można powiedzieć, że moja fryzura zatoczyła pełne koło. Gdy byłem malutki, miałem na głowie wielkiego grzybka, a potem wygolone tory z boku głowy i brwi, jak chłopak mojej siostry Martin. W trzeciej klasie wszystko to zgoliłem, a potem znowu zapuściłem włosy, tak ze teraz mam podobną fryzurę jak wtedy, gdy byłem kilkulatkiem. Wciąż chodzi mi po głowie, żeby znowu ogolić się na zero, bo tak dużo łatwiej utrzymać się w porządku, ale trochę się boję to zrobić.

W doborze ciuchów tez udało mi się zaliczyć parę wpadek. Nosiłem jaskrawo pomarańczowy t-shirt Umbro i jedne ulubione szorty. nie bardzo interesowałem się modą, więc kiedy nadszedł czas na precasting do X Factora, nie miałem absolutnie nic porządnego do założenia. Moje buty były dziurawe, a dżinsy Armaniego pożyczyłem od Martina. On ma rozmiar 34, a ja 28, więc trzeba było je naprawdę mocno ścisnąć paskiem... Założyłem obszerną koszulę i za 30 funtów kupiłem kamizelkę - jedyną rzecz, w jaką zainwestowałem. Kiedy to sobie teraz przypominam, nie mogę uwierzyć, ze mi się to udało. Przeszedłem trzy rundy X Factora w dziurawym bucie.


 

Mimo swoich obsuwek stylizacyjnych jakoś chyba wyglądałem w szkole. Miałem dziewczynę o imieniu Charlenne, która pisała do mnie liściki miłosne. Byłem szalenie dumny, że prowadzam się z dziewczyną z szóstego roku, podczas gdy sam byłem w czwartym. Charlenne była koleżanką mojej siostry. Uważałem, ze jestem naprawdę cool, mając starszą od siebie dziewczynę.

Bardzo podobała mi się pewna Emily i zapraszałem ją mnóstwo razy, żeby gdzieś ze mną poszła, ale zawsze odmawiała. W końcu wyśpiewałem jej to, i zgodziła się ze mną wyjść, ale rzuciła mnie następnego dnia. znajomi często mnie wkręcali, ze różne dziewczyny mnie lubią, podczas gdy tak nie było; ja je zapraszałem, a one odmawiały i to strasznie bolało.

Miałem kilka katastrof randkowych z oszukującymi mnie dziewczynami, a jedna zainspirowała mnie do zaśpiewania Cry Me a River w trakcie X Factora. Odpłaciłem się jej za niewierność.

Zawsze wolałem mieć jakąś dziewczynę niż tylko spotykać się z ludźmi. Uważam, że dobrze jest mieć przy sobie kogoś szczególnego. W czasie X Factora widywałem się z Shannon. Spotykaliśmy się przez jakiś czas, ale potem musieliśmy być osobno przez długie miesiące. To wywierało wielkie ciśnienie na tę relację, aż wreszcie się rozpadła. Nadal ze sobą gadamy, ale to tylko tak.

Pierwszy raz spróbowałem sił w X Factorze, kiedy miałem 14 lat. Przejadło mi się już bieganie i chociaż trafiłem na listę rezerwową na Igrzyska Olimpijskie 2012, chciałem znaleźć coś, czym mógłbym się zająć oprócz biegów. Kiedy powiedziałem znajomym, że chcę wystartować w X Factorze, trochę się popstrykaliśmy, bo uznali to za śmieszne, ale jednak mnie wspierali.

Tak naprawdę chciałem wtedy tylko zobaczyć Simona Cowella. Czekałem w kolejce dziewięć godzin na tę szansę, ale zdecydowanie było warto. Czułem się już wtedy całkiem dorosły i zdolny poradzić sobie ze wszystkim, co oznacza udział w programie. Ale teraz, kiedy patrzę na to, przez co przeszliśmy, widzę, że nie było szans, żebym to ogarnął. Nie ma mowy.

Strasznie mi było zostać odrzuconym w Domach Jurorów, ale gdybym wszedł w program na żywo, w ogóle nie zdołałbym się pozbierać. W tamtym roku byli JLS i Alexandra Burke, więc zaraz bym przepadł.

Trudno wracało się do szkoły po zasmakowaniu X Factora, ponieważ nabrałem apetytu na występy na wielkiej estradzie. Od tej chwili pragnąłem tylko zostać gwiazdą pop. Szczerze mówiąc, moje wyniki w nauce mocno na tym ucierpiały i pamiętam, jak wychowawca rozmawiał ze mną o stopniach i tak dalej. przypominam sobie, jak mówił: "Twoje oceny spadają na łeb na szyję. Co będzie, jeśli załamie ci się głos i nie będziesz mógł dalej śpiewać? Co wtedy zrobisz? Nie będziesz miał żadnych kwalifikacji, na których mógłbyś się oprzeć".

To do mnie naprawdę dotarło, zacząłem przykładać się do pracy i ukończyłem pierwszy etap szkoły średniej z jedną oceną A z w-f, dwoma B, sześcioma C i tylko jedną D. Nauczyciele proponowali mi, żebym został dalej na etap egzaminów zaawansowanych, ale zamiast tego poszedłem do szkoły muzycznej. Przynajmniej miałem jednak dobre świadectwo końcowe.

Wycofanie się na kilka lat po pierwszym starcie w X Factorze i śpiewanie W różnych klubach było najlepszym, co mogłem zrobić. Pracowałem z producentami i tekściarzami, ale nigdy nie podpisywałem żadnych kontraktów na wypadek, gdybym zdecydował się kiedyś wrócić do X Factora. Gdyby to nie wyszło, miałem przyuczyć się do zawodu taty, co też byłoby fajne, ale tata chciał, żebym najpierw dał z siebie wszystko na estradzie.

Tata pracuje w fabryce konstruującej samoloty, więc zawsze wyobrażałem sobie, że bawiłbym się gigantycznymi klockami Lego, ale tak naprawdę to jest ciężka harówka. moim zapasowym planem było zostanie strażakiem. Jednak na razie - miałem wtedy 16 lat - postanowiłem dać jeszcze jedną szansę śpiewaniu i X Factorowi.








poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Liam Payne - BIEGNIJ DALEJ ( cz. 1 ) .

Liam Payne  -  BIEGNIJ DALEJ ( CZ. 1 ) .



Najdziwniejszą rzeczą, którą mogę powiedzieć o swoich pierwszych latach życia, jest pewnie to, że mam tylko jedną nerkę, bo urodziłem się praktycznie martwy. Brrr, wiem. Lekarze nie mogli wydobyć ze mnie żadnej reakcji, więc trzeba było mnie reanimować, i chociaż zdawało się, że już jest dobrze, miałem różne ukryte wady.

Urodziłem się trzy tygodnie przed czasem i ciągle chorowałem. W wieku od zera do czterech lat bez przerwy pojawiałem się w szpitalach na rozmaite badania, ale nie dawało się ustalić co mi jest. W końcu lekarze zorientowali się, ze jedna z moich nerek nie działo poprawnie, a ponieważ nie odkryto tego na czas, pokryła się bliznami. Druga nerka funkcjonowała na 95 procent. doszło do tego, że trzeba mi było dawać po 32 zastrzyki w ramię rano i wieczorem, żeby doprowadzić mnie do używalności. Wciąż mam w ciele dwie nerki, ale jedna z nich nie pracuje, więc muszę uważać, żeby za dużo nie pić - nawet wody - i ciągle dbać o swoje zdrowie.

Moim pierwszym kontaktem z edukacją było przedszkole w Wolverhampton, które nazywało się Collingwood. Byłem trochę niesfornym chłopcem, więc w pierwszych dniach często musiałem chodzić do gabinetu dyrektorki. Robiliśmy z dzieciakami bitwy wodne w łazience i nieraz właziłem na dach, jeśli poleciała tam piłka.

Do czasu rozpoczęcia szkoły znacznie podrosłem i zacząłem zapisywać się do różnych szkolnych drużyn sportowych, ale w końcu w żadnej nie zostałem. Aż pewnego dnia spróbowałem szczęścia w biegach przełajowych i dotarłem do mety jako pierwszy.

Był tam chłopak, który reprezentował wówczas Wolverhampton i faktycznie był jednym z najlepszych biegaczy w okolicy, a ja go pokonałem, więc wszyscy orzekli, że oszukiwałem. W następnym tygodniu pobiegliśmy na tej samej trasie i znowu wygrałem. W ten sposób odkryłem, że umiem biegać. Od tej pory cały czas przeznaczałem na treningi; wstawałem o szóstej rano, żeby przebiec parę mil. W wieku 12 lat dostałem się do szkolnej drużyny juniorów, gdzie startowałem obok 17-latków i dotrzymywałem im kroku.

Znalazłem się w drużynie Wolverhampton i Bliston i przez trzy lata z pięciu zajmowałem trzecie miejsce w kraju w biegu na 1500 metrów w mojej kategorii wiekowej, co mnie zdumiewało.

W szkole średniej* dalej byłem aktywny sportowo i zapisałem się do drużyny koszykarskiej, ale niektórzy ze starszych klas uwzięli się na mnie, bo miałem trochę naprawdę fajnych, sportowych ciuchów z Ameryki. Uważali, że chcę przyszpanować, więc zaczęli mnie wycinać. Miałem tylko 12 lat, a oni byli znacznie starsi, musiałem więc znaleźć jakiś sposób, żeby się obronić. Chłopak mojej siostry Martin trochę boksował, więc rodzice zaproponowali, żebym pochodził z nim na treningi i nauczył się bronić.

- * Po zaliczeniu 2-3 lat angielskiej "szkoły wstępnej" ( infant school ) chodzi się w Anglii do szkoły podstawowej drugiego stopnia ( junior school ) w wieku 7-11 lat. Następnie zaczyna się dwustopniowa szkoła średnia : secondary school dla młodzieży w wieku 11-16 lat i college ( przygotowanie do egzaminów końcowych na poziomie zaawansowanym ) w wieku 16-18 lat -


 

                                                        Jako malec lubiłem Woody'ego.

Chill-oucik w domu w wieku 5 lat.
 
 
Nie była to najpiękniejsza sala gimnastyczna na świecie i trzeba było stawać do walki z każdym bez względu na wiek czy wagę, więc w wieku 12 lat znalazłem się naprzeciw 38-letniego trenera. Złamałem nos, miałem rozdartą błonę bębenkową i zawsze wracałem do domu z posiniaczoną i opuchniętą twarzą. Ale dało mi to wielką pewność siebie. Z początku miałem nerwy na wierzchu, ale przez kilka następnych lat nieźle się podszkoliłem.

Starsi chłopcy w szkole wciąż mi dokuczali. Jednego dnia przegonili mnie aż na ulicę. Doszło do tego, że się im postawiłem, i skończyło się tak, że musiałem bić się z jednym z nich. Na szczęście wygrałem, ale omal nie wyrzucono mnie w tedy ze szkoły, co oczywiście nie byłoby wymarzonym finałem sprawy.

W dzieciństwie byłem takim trochę minibiznesmenem. Podpatrywałem gości z programu Dragon's Den - jak zostać milionerem, kupowałem potem sześć pudełek cukierków i sprzedawałem je w szkole z zyskiem. Umiałem wyciągnąć 50 funtów tygodniowo i mój tata był ze mnie bardzo dumny. Nigdy nie podejmowałem jakiejś konkretniejszej pracy, bo zawsze zajęty byłem śpiewaniem, ale w taki sposób zarabiałem na swoje wydatki.

Zawsze uwielbiałem śpiewać i tańczyć. Często śpiewaliśmy razem z moją siostrą Ruth w samochodzie, a mama mówi, że nawet gdy byłem zupełnie mały, tańczyłem w pokoju gościnnym do filmów z Noddym. Czasem zakładałem też okulary taty, splatałem ręce za plecami i śpiewałem do jego płyt Oasis, udając, ze jestem Liamem Gallagherem.

piątek, 16 sierpnia 2013

Harry Styles. NA SZYBKO .

Harry Styles.  NA SZYBKO .

Ur. 1/02/1994
Znak zodiaku:


Ulubiony...
Film: To właśnie miłość, Pamiętnik, Titanic - jest ich wiele ( ale wszystkim mówię,
            że mój ulubiony to Podziemny Krąg )
Część ciała: Dłonie, bo zawsze mówiono mi, że mam miękkie
Jedzenie: Kukurydza cukrowa
Płyta: 21 Adele
Przyjaciel: Louis Tomlinson
Gwiazda: Frankie Sandford
Sklep: Selfridges
Napój: Próbowałem pić po prostu wodę, ale uwielbiam sok jabłkowy
Kolor: Pomarańczowy
Serial telewizyjny: Family Guy ( Głowa rodziny )
Płyn po goleniu: Blue Chanel
Perfumy: Alien Thierry Mugler
Gra komputerowa: Fifa
Aplikacja na iPhone: Texts From Last Night ( Ludzie wysyłają tam esemesy, które
                                          dostali od znajomych po pijaku. Mój kolega Ali i ja wysyłamy
                                          sobie całkiem niezłe, niektóre naprawdę przezabawne. )
Sposób spędzania niedzieli: Spanie albo wypoczynek
Miejsce na randkę: Restauracja
Kraj: Anglia
Restauracja: TGI Fridays
Sposób na odprężenie: Uwielbiam masaże, ale zawsze miałem problemy z plecami
Środek transportu: Sanie w psim zaprzęgu
Wieczór spędzony na mieście: Wyjście na obiad ze wszystkimi znajomymi
Zespół: The Beatles, Queen

Pytania
W jakim kolorze masz poszwę na kołdrę? Brązowa lub różowa z niebieskim
Jakie nosisz majtki? Bokserki. Lubię te od Calvina Kleina.
Pierwszy zwierzak: Pies Max
Lubisz swoje własne towarzystwo czy innych osób? Towarzystwo innych.
                                                                       Lubię być w otoczeniu przyjaciół i rodziny.
Ostatnio przeczytana książka: Forever Young One Direction
Pięć ostatnio kupionych rzeczy: Buty z Supra, koszulka Adidasa z Selfridgesa,
                                                       porcja Nandos, obiad w TGI Fridays, pasta do zębów.
Jakie dziewczyny lubisz? Nie mam określonego typu, bo w przypadku niektórych
                                                  zdarza mi się, że nie uznaję ich od razu za atrakcyjne,
                                                  ale potem naprawdę je lubię, bo tak pociąga mnie ich
                                                  osobowość. Lubię móc sobie porozmawiać i zawsze
                                                  szukałbym takiej dziewczyny, która umiałaby być w
                                                  dobrych układach z moimi rodzicami. Jest dla mnie
                                                  ważne, żeby polubiła ją też moja rodzina.



wtorek, 13 sierpnia 2013

Harry Styles - SPOJRZENIE W PRZÓD .

Harry Styles  -  SPOJRZENIE W PRZÓD  .

Jedną z zaskakujących rzeczy w związku z zespołem było to, jak przywiązani są do nas fani. Niektórzy pojawiali się na wielu występach w trakcie trasy. Mimo to ludzie nie oczekują, że będzie się ich rozpoznawać. Jednego dnia była w naszym hotelu dziewczyna, która przyjeżdżała do wielu miejsc na trasie, i była naprawdę zaszokowana, ze pamiętamy, jak ma na imię i kim jest - ale oczywiście pamiętaliśmy. Zapamiętujemy ludzi, tak jak zapamiętywałby każdy inny, i miło jest mieć okazję lepiej ich poznać.

Nie jestem przekonany, czy kiedykolwiek, przyzwyczaję się do zainteresowania ze strony prasy. To wciąż dziwne uczucie, kiedy biorę do ręki gazetę i jest tam coś o mnie napisane. czasami mam wręcz wrażenie, jakbym czytał o kimś innym. Ale o ile pisze się o nas sympatycznie, nie mam nic przeciwko temu.

W zespole przeżywamy teraz absolutnie najlepszy okres. Zaprzyjaźniliśmy się ze sobą bardziej, niż mógłbym się spodziewać, i jest świetnie mieć jeszcze czterech kumpli, z którymi można wspólnie dzielić te przeżycia. Jeżeli któryś z nas ma doła, pozostali go wyciągają. Naprawdę dobrze nam też idzie wpadanie na pomysły i wspólne realizowanie różnych rzeczy. Sądzę, ze z czasem będziemy się jeszcze bardziej dogrywać.

Z tego wszystkiego, co nas dalej czeka, jesteśmy najbardziej podekscytowani wyruszeniem w trasę koncertową One Direction. Będziemy mogli zobaczyć znacznie więcej fanów, a oni będą mogli zobaczyć nas, wykonujących nasze piosenki. Do nas należy pokazanie, jacy naprawdę jesteśmy, i chcemy zrobić to jak najlepiej.

Mamy sporo wielkich marzeń. Chcemy zbierać jedynki na listach, dużo podróżować, wrócić do Ameryki i bawić się, ile tylko się da. Nie uważam, żebyśmy prosili o zbyt wiele.


 
 
 
 
 

sobota, 10 sierpnia 2013

Harry Styles - POWRÓT DO PRZYSZŁOŚCI .

Harry Styles  -  POWRÓT DO PRZYSZŁOŚCI  .



Nowy rok oznaczał powrót do pracy. Wiedzieliśmy, że będzie dużo zajęcia. Zbliżała się trasa koncertowa, mieliśmy więc przed nią próby, a poza tym odbywaliśmy sporo spotkań i dawaliśmy występy, tak że praktycznie non-stop coś się działo. Ale wszyscy dobrze wypoczęliśmy w święta i byliśmy gotowi na to.

Jedną z pierwszych rzeczy był wyjazd do Los Angeles. Gdy powiedziano nam, że mamy tam polecieć, dosłownie rozdziawiłem gębę. Uwielbiam podróże zagraniczne, ale nigdy nie byłem w LA, choć zawsze chciałem. Dużo czytałem o tym mieście, nie mogłem się więc doczekać, żeby zobaczyć, ile z tego to prawda.

 

 
 
LA to coś innego. Na kogo się tam nie spojrzy, wygląda na jakąś sławę, ale spodobało mi się też to miasto jako samo miasto. Było naprawdę gorąco, więc przez większą część czasu nosiliśmy tylko szorty i koszulki, i często chodziliśmy się ochłodzić, bo hotel, w którym się zatrzymaliśmy, Hotel W, miał basen.

Zaskoczyło mnie to, że ludzie są tam tacy uprzejmi. Kiedy w Anglii przyniosą ci w hotelu śniadanie do pokoju, po prostu stawiają tacę i ledwie odezwą się jakimś słowem. A tam są tak radośni, że chciałoby się zaprosić ich na to śniadanie. Kobieta, która przyniosła mi jedzenie, mówiła: "Dzień dobry, panu. Jak tam dzionek? Gdzie chce pan, żebym postawiła te pyszności?" Dosłownie nie wiedzieli, jak nam dogodzić.

Zrobiliśmy trochę nagrań w wyjątkowo fajnym kompleksie, w którym jednocześnie działo się mnóstwo różnych rzeczy. W jednym studiu nagrywano chórki do Glee, sto metrów dalej był gabinet Randy'ego Jacksona, podeszliśmy tam więc i się poznaliśmy. To świetny facet. Był bardzo sympatyczny.

Mieliśmy też trochę wolnego czasu na zakupy, więc zrobiłem dosłownie nalot na Abercrombie & Fitch. Louis ocenia, że kupiłem tam każdy t-shirt, jaki mieli w sprzedaży, ale myślę, że przesadza. Trochę jednak faktycznie wziąłem...

Żałuję, że nie było więcej czasu w LA, ale naprawdę dobrze bawiliśmy się przez pięć dni naszego pobytu. Było tak, jak się spodziewałem, ze słońcem i wyjątkowymi ludźmi. Zdecydowanie jest to miejsce, do którego chciałbym jeszcze wrócić. Na pewno chcę pójść na plażę Venice Beach i przekonać się, jak tam jest.

Byliśmy wszyscy dosyć wykończeni, gdy wylądowaliśmy z powrotem w Londynie, ale szybko rozbudził nas widok setek fanów. Historia o tym, jak zostaliśmy przyparci przez tłum i trzeba było wzywać policję i tak dalej, obrosła już troszkę legendami. Nigdy wcześniej nie doświadczyłem niczego podobnego. Widywaliśmy już mnóstwo fanów przy okazji X Factora, ale zwykle byli na zewnątrz za brama lub na widowni. A kiedy spotykaliśmy fanów w hotelu albo po występie w klubie, zwykle były to małe grupy. Hej, tutaj to zdecydowanie nie była mała grupa!


 
 
Całe wydarzenie, kiedy trzeba było przebiec przez tłum, po prostu mnie zszokowało, ale powiedziałem sobie, że mam się tym bawić, a nie przerażać, bo rozumiałem, że to jest coś wyjątkowego. Gdy znaleźliśmy się potem w policyjnej furgonetce, patrzyliśmy na siebie i myśleliśmy: "Ki diabeł?" Wydawało się prawie, jakby to się nie zdarzyło, takie było nierealne. Ale gdy wracam do tego myślami z perspektywy czasu, to był niesamowity moment.

Kiedy nadeszła pora prób przed trasą, wszyscy zdawaliśmy sobie sprawę, że czeka nas naprawdę ciężka praca. Chcieliśmy dać niesamowite przedstawienie, mieliśmy więc bardzo dużo do opanowania, między innymi sekwencje taneczne. Uczono nas na przykład, jak wkładać więcej energii w ruch, co wcale nie jest łatwe, gdy występujesz w pustym hangarze bez publiczności.

Musieliśmy też przećwiczyć wrzucanie kawałków mówionych w piosenki, co też wyglądało dziwacznie, bo zwracaliśmy się do sześcioosobowej publiczności złożonej z personelu technicznego i nie uzyskiwaliśmy najmniejszej reakcji.

Ostateczną zapłatą za całą tę wykonaną robotę było wykorzystanie wszystkiego, czego się nauczyliśmy, w praktyce. Nie potrafię nawet zacząć opisywać, co czuliśmy, stając razem na scenie podczas pierwszego koncertu trasy w Birmingham. Rzut oka na publiczność, zobaczenie wszystkich tych transparentów i usłyszenie jak ludzie krzyczą twoje imię... Naprawdę niewiele rzeczy to przebija. Występowaliśmy w X Factorze i graliśmy w klubach, ale nic się z tym nie równa. Musiałem postać tam przez moment, żeby to wszystko wchłonąć, ale jak tylko zaczęliśmy śpiewać, byliśmy już nakręceni. Myślę nawet, że ten pierwszy występ na wielkiej arenie w Birmingham różnił się od wszystkiego, co robiliśmy wcześniej, również pod względem energii, którą w niego wkładaliśmy, i tego, ile poruszaliśmy się po scenie. Bycie na niej wydawało się takie naturalne, choć jednocześnie kompletnie i do szczętu surrealne. Były takie momenty, kiedy spoglądaliśmy na siebie nawzajem i widziałem, że wszyscy mieliśmy tę samą myśl w głowie: "To nieprawdopodobne!"

Nie daje się opisać przyspieszenia, jakie człowiek dostaje, kiedy stoi na scenie przed tyloma ludźmi. Chciałbym, żeby każdy mógł zaznać tego uczucia. Mogę być zupełnie wyczerpany czy w podłym nastroju, a potem wchodzę na scenę i czuję się niesamowicie. Jestem taki nabuzowany, gdy schodzę z estrady, że krzyczę i skaczę naokoło. To uczucie niepodobne do niczego.

Trasa tak bardzo mi się podobała, że chciałbym, żeby nigdy się nie kończyła. Nie tęskniłem nawet za domem, bo byliśmy tak zajęci, ze nie było czasu o tym myśleć, choć - prawdę mówiąc - czułem z tego powodu wyrzuty sumienia.

Generalnie zachowywaliśmy się podczas trasy całkiem poprawnie, chociaż czasem coś nas nachodziło, jak przy okazji bitew na owoce. Przynajmniej nie wyrzucaliśmy przez okna telewizorów ani niczego innego... ale jest jeszcze czas.

Impreza na zakończenie trasy była udana, jednak wszyscy ze smutkiem żegnaliśmy się ze sobą. Zostałem do piątej nad ranem, więc byłem dość wymęczony następnego dnia, ale ten dzień mieliśmy wolny, przeznaczony na odparowanie, więc nie miało to wielkiego znaczenia.

Po skończeniu trasy Louis, jego kolega Stan, mój przyjaciel Johnny i ja pojechaliśmy na narty. Nigdy wcześniej nie jeździłem na nartach i strasznie chciałem tego spróbować. Fantastycznie bawiliśmy się w Courchevel, chętnie jeszcze bym tam wrócił.

Naprawdę zdrowo napracowaliśmy się nad tym, aby znaleźć odpowiednie piosenki do albumu. Musiały być idealne. Chcieliśmy, aby nasz pierwszy singiel stał się wielką piosenką na lato. Na przykład kiedy Black Eyed Peas wypuścili I Gotta Feeling in 2009, piosenka stała się przebojem lata. Gdy ludzie ją usłyszeli, przypominała im o różnych świetnych chwilach, które przeżyli. Chcieliśmy, aby nasz pierwszy singiel też był taki; żeby była to piosenka, którą wszyscy zapamiętają.

Ludzie, z którymi przyszło nam pracować nad albumem, byli po prostu niewiarygodni. Steve Robson jest szalenie, szalenie utalentowany. Pracował z Jamesem Morrisonem i Take That, i wieloma innymi. Znakomicie pracowało nam się też z RedOne i Rami, którzy są żywą legendą. To takie niesamowite nagrywać we wszystkich tych studiach, do których nawet w najśmielszych marzeniach nie moglibyśmy wejść, gdyby nie utworzenie zespołu. To było zupełnie surrealne doświadczenie.

Trudno nam było uwierzyć też, że nasza poprzednia książka weszła na pierwsze miejsce list bestsellerów. Bardzo ekscytowało nas to, że zostanie wydana, i mieliśmy nadzieję, że część fanów ją kupi, ale nie spodziewaliśmy się, że będzie ich tak wielu. To był kompletny szok i wielkie emocje. Fani, którzy przychodzili na podpisywanie książek, byli cudowni. Dostałem mnóstwo żółwi morskich, bo powiedziałem kiedyś, że mi się podobają. To takie miłe, kiedy ludzie zapamiętują jakieś drobiazgi, które się powie, i potem rozmawiają o nich z tobą.

Zrobiliśmy tyle świetnych rzeczy w tym roku. Ciekawym doświadczeniem było nagrywanie filmu dokumentalnego, ale jesteśmy już przyzwyczajeni do kamer, więc wszyscy czuliśmy się przy nich na pełnym luzie. Zawsze fajne są też sesje fotograficzne. Choć uczestniczyliśmy już w nich wielokrotnie, za każdym razem, wydaje się, że to nowe przeżycie.

Pokazanie się w programie Alana Titchmarsha było bardzo rozrywkowe, bo to jeden z tych programów, który każdy ogląda. Alan to ogromnie sympatyczny człowiek. To był nasz pierwszy prawdziwy program telewizyjny po X Factorze, więc na pewno na zawsze go zapamiętamy.


 
 


 
 

czwartek, 8 sierpnia 2013

Harry Styles - NIEZAPOMNIANE BOŻE NARODZENIE .

Harry Styles  -  NIEZAPOMNIANE BOŻE NARODZENIE  .

Myślę, że wszyscy z utęsknieniem czekaliśmy już na wolne w okresie świątecznym. Tęskniłem za chłopakami, ale jednocześnie super było zrelaksować się i zobaczyć z rodziną. Pełno znajomych chciało się spotkać i pogadać, więc dni były całkiem wypełnione, ale nie chciałem, żeby ludzie pomyśleli, że się zmieniłem i nie mam dla nich czasu czy coś. Niekiedy w trakcie rozmowy koledzy mówili mi: "To niesamowite, w ogóle się nie zmieniłeś", i to zawsze była dla mnie taka ulga. Czasami powstrzymuję się przed szczegółowym opowiadaniem o różnych rzeczach, które robiłem, bo chociaż po prostu taka jest moja praca, nie chcę, żeby wyglądało, że się popisuję czy szpanuję nazwiskami.

Nie chcę, żeby ktokolwiek z nich pomyślał, że próbuję na nich zrobić wrażenie. Nie muszę; oni są moimi najstarszymi przyjaciółmi.

Wszyscy moi przyjaciele bardzo mnie wspierali w tym, co robiłem. Bywało to dla mnie frustrujące, gdy czasami podczas programu dostawałem esemesa i chciałem na niego od razu odpowiedzieć, ale gdzieś mnie już porwano - potem wszystko ulatywało mi z głowy i niekiedy zapominałem odpowiadać ludziom. Ale wszyscy moi przyjaciele byli dla mnie bardzo dobrzy i wyrozumiali, gdy nagle robiło się gorąco. Wiedzieli, że nawet jeśli nie odpowiadam, i tak cieszę się, że do mnie esemesują i o mnie myślą. Jedną ze wspaniałych zalet trasy koncertowej było to, ze wiedzieliśmy, gdzie i kiedy będziemy, więc koledzy mogli przyjechać i się z nami zobaczyć, pogadać. Było dużo łatwiej zorganizować takie spotkania.

Wielu moich znajomych szczerze cieszy się z tego, jak daleko zaszliśmy, i pytają mnie o różne rzeczy. Dzięki temu wiem, kto jest moim prawdziwym przyjacielem, a kto nie. Spotkałem się tez z zazdrością, a niektórzy robili dziwne komentarze i odsuwali się ode mnie, nawet mnie o tym nie powiadamiając. Próbowałem z nimi rozmawiać, bo taki jestem, ale stali się w stosunku do mnie jacyś chłodni. Jeśli było się z kimś bardzo blisko, jest ciężko, gdy zaczyna się zachowywać w taki sposób w odniesieniu do ciebie. Nie będę biegać za ludźmi i błagać, żeby się ze mną przyjaźnili, ale nie chcę też, żeby myśleli, ze nie zależy mi, bo mi zależy. Dlatego choć niektórzy zakładają czy uważają, że się zmieniłem, w rzeczywistości to oni się zmienili.


 

 
 
Są takie momenty, kiedy chciałbym po prostu wrócić do domu i żeby było zwyczajnie jak dawniej, spotkać się z kumplami i pójść we wszystkie stare miejsca. Lubię rozpuszczać swoją rodzinę i bywa też, że chciałbym zrobić coś dla swoich znajomych. Wiem też, że moi prawdziwi przyjaciele nie potraktują tego opacznie. Nie mówię tylko o pieniądzach. Miło jest pomóc również w inny sposób. Na przykład mój przyjaciel Ben jest bardzo utalentowany muzycznie i chciał zdobyć trochę doświadczenia zawodowego. Udało mi się załatwić mu to w trakcie trasy i bardzo mu się podobało. W innych okolicznościach nie miałbym szansy robić czegoś takiego, ale chcę pomagać kumplom w każdy dostępny sposób.

Staram się, jak tylko mogę, stać twardo na ziemi, nie chcę więc, żeby robiono za mnie rzeczy, które mogę robić sam. Czasem ludzie uważają, że powinni mi przynieść butelkę wody czy lunch, ale potrafię sam sięgnąć po wodę, więc czemu mieliby to robić? To miłe, jeśli ktoś jest uczynny, i rozumiem, że kiedy jesteśmy bardzo zajęci i nie mamy czasu pójść po kanapki albo robimy próby na scenie i nie mamy jak sięgnąć po butelkę, ktoś może nam ją podrzucić. Ale jeśli butelka jest w lodówce metr ode mnie, mogę sam podejść i ją wziąć.

Mama nigdy nie pozwoliłaby mi na coś takiego. Kiedy byłem w domu i prosiłem ją o coś do picia, odpowiadała: "Wiesz, gdzie są szklanki". Z drugiej strony bywa śmiesznie, kiedy teraz wracam do domu, bo przywykłem teraz do robienia wszystkiego samodzielnie, a mama wciąż lubi zatroszczyć się o mnie, więc czuję się całkiem jak dziecko, gdy jestem z powrotem z rodziną.

Wielu ludzi sympatycznie wypowiada się o zespole i dostajemy niemało pochwał. Oczywiście miło się tego słucha i zawsze się uśmiechasz, gdy ktoś ci mówi, że jesteś dobry w tym, co robisz, ale chciałbym trzymać się jednak możliwie mocno ziemi. Nie chcę, żeby woda sodowa uderzyła mi do głowy. To bardzo nieatrakcyjna cecha, nie wyobrażam sobie, żebym kiedykolwiek miał się taki stać. Chcę zawsze pozostać wierny sobie.


 
 
Boże Narodzenie spędziłem głównie w domu z rodziną. To było dla mnie najważniejsze. To i zobaczenie się z przyjaciółmi, co udało mi się kilka razy. Wcześniej był ciągle taki kocioł, że teraz chciałem tylko odpocząć, pooglądać telewizję, pojeść i pospać. Tak miło było robić to samo każdego roku.

Jedyną różnicą było to, ze w trakcie świąt przychodzili pod dom fani. Mróz trzymał tak silny, że było mi głupio, gdy stali tam na dworze. Wychodziłem do nich i rozmawiałem z nimi jak najwięcej, jeśli byłem na miejscu, ale okropnie się czułem, że stoją tam w lodowatym powietrzu z mojego powodu. Zapowiedzieliśmy wszyscy w zespole, że nigdy nie będziemy narzekać na to, że ludzie przychodzą się z nami zobaczyć czy chcą autografów albo zdjęć. Dla nich to wszystko robimy.

Jesteśmy ogromnie wdzięczni za wsparcie. Jest super wiedzieć, ze ludziom podoba się to, co robisz. W niektóre dni odbieram sto wspaniałych komentarzy na Twitterze i będzie może jeden od kogoś, kto pisze, ze mu się nie podobam. Jeżeli z jakiegoś powodu mam zły dzień, właśnie ten jeden wpis zapamiętuję i się nim dołuję. Ale potem wracam i czytam znowu sympatyczne wiadomości, i one podnoszą mnie. One naprawdę dużo znaczą dla nas wszystkich.