piątek, 4 października 2013

Liam Payne - Następny Krok ( cz. 1 )

Liam Payne  -  Następny Krok  ( cz. 1 )

Drugie podejście do X Factora było dla mnie szalenie obciążając, bo teraz chciałem bardziej niż kiedykolwiek, żeby mi się udało. Niektórzy przyjaciele i część rodziny trochę się nawet obawiała tego startu, na wypadek gdybym znowu miał odpaść, ale wiedziałem, ze muszę spróbować. Desperacko pragnąłem usłyszeć "tak" od Simona i pokazać, jak wielki krok do przodu zrobiłem od występu w poprzedniej edycji programu. Byłem dojrzalszy od tamtego czasu.

Wspaniale było wyjść z castingów do eliminacji, ale załamałem się, kiedy okazało się, że nie przechodzę do Domu Jurorów. Myślałem, że wszystko się już skończyło. Byłem zdruzgotany. Dlatego otrzymanie drugiej szansy jaką nam dano, zupełnie mnie zamurowało. Jako jedyny z chłopaków musiałem zastanawiać się, czy to dobry pomysł, by stworzyć zespół. Tak długo działałem jako artysta solowy, ze nie potrafiłem wyobrazić sobie innej pracy, ale natychmiast gdy zdecydowałem się na to, przekonałem się, że to był słuszny wybór.

Przed przyjazdem do domu ojczyma Harry'ego, miałem straszną tremę, bo oczywiście żaden z naszej piątki wcześniej się nie znał, więc to nagłe związanie nas razem i konieczność szybkiego poznania się trochę nas przerażały. Poza tym znacznie różnimy się od siebie, tak że od czasu do czasu były spięcia. Miałem mnóstwo przyjaciół w szkole, ale nie byli tacy przebojowi. Louis to prawdziwy pistolet i z początku trochę się go obawiałem. Ma wielki wpływ na wszystkich w zespole, bo jest najstarszy i ma zmysł lidera. Zajmuje się więc mailami i telefonami od menadżera. Ja jestem bardziej od strony twórczej. Myślę, że każdy z nas chciał przewodzić w trochę inny sposób, co oznaczało, że dłużej musieliśmy się docierać. Ale teraz świetnie się dogadujemy. Gdy tylko wszystko postawiliśmy jasno, coś zaiskrzyło między nami i staliśmy się naprawdę bliskimi kumplami.

Znakomicie bawiliśmy się w tamtym tygodniu. Mieszkaliśmy w domku letniskowym i całe dnie spędzaliśmy w basenie albo przed telewizorem. Mówiliśmy sobie, że robimy próby, ale tak naprawdę trudno powiedzieć co robiliśmy. Siadaliśmy razem, śpiewaliśmy coś, co wydawało nam się aranżacją  na głosy, biorąc różne piosenki, ale w rzeczywistości ten tydzień poszedł najbardziej na to, żebyśmy się do siebie nawzajem przyzwyczaili.

Bardzo zmieniliśmy się od tych dni spędzonych w domu Harry'ego. W pewnym sensie dorastamy przy sobie, a ponieważ dużo przebywałem z Niallem, podłapałem od niego irlandzki akcent, nawet tego nie zauważając.


 

Wyjazd do Domu Jurorów w Hiszpanii był dla nas kolejnym etapem nauki, bo musieliśmy się poznać jeszcze lepiej. Stawaliśmy na głowie i robiliśmy wszystko na ful, żeby przejść dalej. Z perspektywy czasu ten tydzień przemknął błyskawicznie, a działo się tak dużo, że z trudem przypominam sobie wszystko, co robiliśmy, ale pamiętam, że w drodze powrotnej czuliśmy się niewiarygodnie.

Każdy z nas zwrócił na krótko do siebie przed wyprowadzeniem się do domu uczestników. A potem trzeba było znowu wyruszać. Pamiętam, jak tata spojrzał na mnie i powiedział: "Cokolwiek się będzie działo, nie wracaj przed Bożym Narodzeniem". Chciał, żebyśmy doszli do samego końca.

Dziwnie było się pakować i wyjeżdżać z domu ze świadomością, że potencjalnie mogę tu nie wrócić przez kilka miesięcy albo nawet dłużej. Ponadto wielu uczestników, z którymi mieliśmy mieszkać w domu, było dla nas wciąż anonimowych, co oznaczało, że będę przebywać i pracować w otoczeniu  nieznanych sobie ludzi.

Już na samo mieszkanie we wspólnym pokoju z chłopakami było dla mnie trochę szokiem. Pokoik był malutki, a spędzaliśmy w nim całe dnie. Każdy z nas miał jakiś sposób na wygospodarowanie trochę prywatnego czasu dla siebie i to było bardzo ważne. Ja po powrocie wieczorem szedłem prosto do łóżka, ale oni zazwyczaj kręcili się dużo dłużej, więc warczałem na nich, że mnie budzą. Ale szczerze mogę powiedzieć, że nigdy nie spotkałem czwórki ciężej pracujących gości. Nie było niczego, czemu byśmy odmówili. Ile razy proszono nas o nakręcenie zdjęć, o wywiad czy cokolwiek innego, nigdy nie mówiliśmy "nie", bo byliśmy zdeterminowani.


 
 
 
 



Ciekawe jest mieszkać w domu pełnym ludzi, ale, jak mówiłem, z początku byli obcy, więc trzeba było zapoznać się z mnóstwem osób. Oprócz chłopaków najlepiej dogadywałem się z Rebeką ( Ferguson ) i Mattem ( Cardle ). Nadal utrzymuję z nimi dobry kontakt.

_____________________________________________________________
Przepraszam, że dopiero teraz. Ale szkoła itd.
Specjalne "przepraszam" dla Alicji <3 ( postaram się w miarę systematyczniej dodawać, kochana ;** )

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz